
(Red. Przeglądając prasę trafiliśmy na artykuł, którego autorem jest Marcin Kędzierski, a tekst zamieszczony został w Tygodniku Powszechnym pod wiele mówiącym tytułem „Cena dobrobytu. Na czym polega polski paradoks niskiej dzietności")
Zamieszczamy fragment artykułu, którego całość dostępna jest na łamach Tygodnika Powszechnego (link na końcu tekstu).
Mam silne przekonanie, iż wraz z wyludnianiem się Polski pojawią się postulaty bardziej zdecydowanych działań przeciwdziałających temu zjawisku.
Podatek bykowy to dopiero początek.
Kryzys. Katastrofa. Zapaść. Tykająca bomba. Tsunami. Armagedon. Powoli zaczyna brakować określeń na spadający współczynnik dzietności, a czas odwiedzania cmentarzy i „zamierania” przyrody mógł tylko pogłębić poczucie beznadziei.
Nie ma tygodnia, by w stacjach telewizyjnych nie wypowiadali się liczni specjaliści od demografii, a ilekroć w mediach społecznościowych pojawia się dyskusja dotycząca przyczyn malejącej liczby urodzeń – internet rozpala się do czerwoności. Można odnieść wrażenie, że każdy Polak jest już ekspertem w tej dziedzinie i wie, co tak naprawdę stoi za katastrofą demograficzną.
Wysoki PKB bardzo nie lubi dzieci
Ktoś może powiedzieć, że nie powinno się kpić w sytuacji, w której nasz naród (zresztą nie jesteśmy tu szczególnie odosobnieni) powoli zaczyna wymierać. Dane są faktycznie niepokojące. Jeszcze kilka lat temu martwiliśmy się, że notując współczynnik dzietności na poziomie 1,4, daleko nam do tzw. stopy zastąpienia demograficznego, która wynosi 2,1. Obecnie tamten wynik wydaje się szczytem marzeń, bo feralny wskaźnik lada moment zacznie „testować” wartość 1.
Autor: Marcin Kędzierski
Marcin Kędzierski jest doktorem nauk ekonomicznych i adiunktem w Katedrze Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Współzałożyciel i ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Ojciec szóstki dzieci.
Całość dostępna na stronie Tygodnika Powszechnego>>>
(Materiał: Tygodnik Powszechny/ fot. Adam Chełstowski/Forum)