'
Temat dniaStrażacy z gminy Drwinia najlepszymi snajperami powiatu SportDERBY POWIATU IV - LIGA Powiat BocheńskiTysiąc złotych dla tysięcznego dziecka
Województwo MałopolskieRozwijaj swój biznes z programem #StartUP Małopolska!

Ustawa dekomunizacyjna ingeruje w kompetencje gminDrukuj

Ustawa dekomunizacyjna ingeruje w kompetencje gmin

Ustawa z dnia 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki" (Dz. U. z 2017 r. poz. 1389).


To właśnie zacytowana powyżej ustawa znowelizowana w szybkim tempie spowodowała wiele zamieszania, a szczególnie głośne w ostatnim czasie stają się sprawy związane ze zmianą nazewnictwa ulic. Przypomnijmy, że to kompetencja organów gminy i wszystkie nazwy do tej pory nadawane były na podstawie wypracowanego klucza. Honoruje się w ten sposób osoby, które w sposób szczególny zasłużyły się na rzecz lokalnej społeczności, a przede wszystkim związane były z terenem. Taki proces nazwania ulicy, czy też innego ważnego obiektu miał do tej pory apolityczny charakter – liczyło się dzieło i to czym obywatel zasłużył sobie na te godności.


Bocheńskie przepychanki, jak się zdaje niezrozumiałe dla wielu mieszkańców, rozpoczęły zarządzenia wojewody nakazujące zmiany nazewnictwa bocheńskich ulic.

Na kilka dni przed sesją, którą zwołano na dzień 28.06.2018 r. w bocheńskim magistracie w mediach lokalnych pojawiła się publikacja na ten temat.

Bardzo dobrze udało się ująć ten temat młodemu felietoniście z Bochni Maksymilianowi Trusiowi, którego felieton publikujemy w całości poniżej, a w dalszej części chronologicznie podajemy relację i publikujemy dokumenty związane ze sprawą ulic.

Nic o nas bez nas! (Maksymilian TRUŚ)

Benesza na “Salwy”, Kaima na Korbońskiego, wejścia Armii Czerwonej na wyjścia Wehrmachtu, Władysława na Adama… Pokłosie ustawy dekomunizacyjnej, której celem jest likwidacja nazw związanych z propagowaniem ustrojów totalitarnych , zbiera kolejne żniwo w Bochni. Jednak czy Bochnia ma się wstydzić swoich zasłużonych mieszkańców? Czy osoba, której po części Polska zawdzięcza pokój ryski, jest godna potępienia? I wreszcie, czy Wojewoda ma moralne prawo odbierać Solnemu Grodowi kolejny element tożsamości historycznej?

Zacznijmy od casusu osoby Władysława Kiernika. I fakt, można się przyczepić do jego życiorysu po II wojnie światowej. Nie jest on chwalebny, bo zawiera współpracę ze środowiskami rządowymi i komunistycznymi. Jednak czy możemy zapomnieć wszystko to co było wcześniej?

Nie do przecenienia był przecież jego współudział przy odzyskiwaniu niepodległości przez Polskę. Jeszcze w czasie zaborów aktywnie agitował za wprowadzeniem w Galicji powszechnego prawa wyborczego. Był jednym z pierwszych liderów partii PSL “Piast”, która później tak mocno odcisnęła swe piętno na historii II RP. To wreszcie on organizował i aktywnie rozwijał w Bochni oddział Komitetu Narodowego i kierował komisariatem wojskowym Legionów Polskich, z którego tak wielu bochnian ruszyło na front wschodni walczyć o niepodległość. Pod koniec wojny uczestniczył w rozmowach pokojowych i według źródeł był jednym z negocjatorów korzystnego dla Polski pokoju ryskiego. Po zakończeniu Wielkiej Wojny związał się z administracją rządową i parlamentaryzmem, wielokrotnie wybierany na posła na Sejm RP. Był też jedną z najbardziej wpływowych osób w państwie - najpierw jako Minister Spraw Wewnętrznych, który miał za zadanie rozwijanie wciąż nie do końca zorganizowanych struktur państwowych, a później jako Minister Rolnictwa, a przecież był to kluczowy resort w czasach rządów Witosa i Skrzyńskiego.

Tak więc możemy zestawić dwa okresy jego życia. Z tą różnicą, że z jednej strony mamy fakty odnośnie jego działań pro polskich i niepodległościowych, a z drugiej domniemania i interpretację IPN-u, który jednoznacznie określa tę postać negatywnie. Jednak jeśli historia czegoś nas uczy, to na pewno tego, że nic nie jest czarno-białe i posiada swój kontekst. Nie wiemy dlaczego Kiernik odstąpił od współpracy z Mikołajczykiem i nawiązał bliższą relację z komunistami, być może wiedział, że stanie w opozycji wobec Stalina oznacza całkowitą utratę dziedzictwa “Ludowców”, czego dowodem jest casus właśnie Michalkiewicza. Miał przecież bolesne doświadczenia bycia w gronie przeciwników politycznych Piłsudskiego, co kosztowało go odsiadkę w więzieniu i liczne represje. Nie możemy być pewni jakie przesłanki nim kierowały i pozostanie to w sferze podejrzeń i niedomówień. Tym bardziej opinia wydana przez (upolityczniony nota bene) IPN jest kuriozalna i jest mocna podstawa by ewentualną decyzję Wojewody (przy nie przegłosowaniu uchwały przez Radę Miasta), skierować na drogę sądową.

Cała ta sprawa ma też drugie oblicze. Znacznie bardziej bolesne dla Bochni i jej podobnych miejscowości. Dla nas zarówno Władysław Kiernik, Andrzej Benesz, jak i Franciszek Kaim, byli, są i (mam nadzieję) będą powodem do dumy. Nie często wychodzą z bocheńszczyzny osoby, które tak aktywnie działają na rzecz Polski na jej najwyższym szczeblu politycznym. Są chlubą miasta poza jego granicami i pozwalają poczuć faktyczny wpływ małych ośrodków miejskich na losy Ojczyzny. Jednak Bochnia to nie cała Polska. I całe szczęście nikt odwrotnie nie twierdzi, czego zauważyć, zdaje się, nie potrafi Instytut Pamięci Narodowej. Bo jak się ma uczczenie zasłużonych mieszkańców 30-sto tysięcznego miasteczka do propagowania komunizmu w całym kraju? Nikt z nas nie nakazuje nazywać na ich cześć miast w Warszawie czy Krakowie.

Apeluję, aby nikt nie odbierał nam tożsamości historycznej! Bo my mamy swoje święte prawo do samodzielnego decydowania o losach naszej małej ojczyzny. To my w Bochni mieszkamy, to my na co dzień poruszamy się tymi drogami, a nie pracownicy warszawskiego IPN-u, nie Wojewoda Małopolski. I niech osoby decyzyjne w tym przypadku przypomną sobie sentencję: Nihil Novi sine communi consensu.. Jednak bardziej adekwatna będzie jej interpretacja z czasów konstytucji z 1505 r. - “Nic o nas bez nas”. I trzymając się tej zasady mam wielką nadzieję, że zarówno Burmistrz, Radni Miejscy, wszyscy urzędnicy, jak i każdy jeden mieszkaniec Bochni, któremu bliska jest tożsamość i dziedzictwo najstarszego miasta w Małopolsce, dopilnują, by przy nazwisku Kiernik wciąż widniało imię Władysław, a Franciszek Kaim i Andrzej Benesz odzyskali swoje miejsce w przestrzeni publicznej, bo za ich zasługi jesteśmy im to winni.








W dniu zwołanej sesji Rady Miasta w Bochni na ręce Przewodniczącego Rady Miasta Jana Balickiego wpłynęło kilka dokumentów, które złożone zostały przez Ludowców z powiatowych struktur PSL w Bochni. Również prezes PSL Władysław Kosiniak – Kamysz nadesłał do rady list w tej sprawie.
Wniosek w sprawie zdjęcia z porządku obrad sesji zmiany nazwy ulicy Władysława Kiernika na Adama Kiernika w imieniu klubu "Bochniacy dla Bochni" złożył radny Kazimierz Ścisło.
Głosowanie poprzedziła krótka dyskusja, przewodniczący odczytał też oficjalne stanowisko Instytutu Pamięci Narodowej, który uznał Władysława Kiernika za "osobę symbolizującą komunizm". Następnie odczytał ist jaki wpłynął na jego ręce od szefa Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz krytyczne stanowisko zarządu powiatowego PSL w Bochni.

Radni nie zmienili patrona ul. Władysława Kiernika
Na początku czwartkowej sesji radni zdecydowali o ściągnięciu z porządku obrad punktu dotyczącego zmiany nazwy ul. Kiernika (dotychczasowego patrona Władysława miał zastąpić jego wnuk – Adam).


W głosowaniu wniosek o zdjęcie punktu z porządku obrad poparło 7 radnych, 6 było przeciw, 5 wstrzymało się od głosu.

Rada Miasta Bochnia
32-700 Bochnia, ul. Kazimierza Wielkiego 2
Szanowny Pan Przewodniczący Jan Balicki

Stanowisko Zarządu Powiatowego Polskiego Stronnictwa Ludowego w Bochni
w związku z projektem uchwały z dnia 28 czerwca 2018 r.
w sprawie nadania nazwy ulicy położonej na terenie Miasta Bochni


Szanowny Panie Przewodniczący
Zarząd Powiatowy Polskiego Stronnictwa Ludowego w Bochni ze zdumieniem, ale i wielkim smutkiem przyjął wiadomość o podjętych działaniach mających na celu zmianę patrona jednej z ulic Bochni tj. ul. Władysława Kiernika.
Sytuacja jest tym bardziej zdumiewająca, bowiem jak wiemy w tym roku cały naród świętuje okrągłą, setną rocznicę odzyskania państwowej suwerenności – po 123 latach nieobecności Polski na mapach Europy. Warto więc podkreślić, że do tego wielkiego narodowego sukcesu sprzed stulecia w sposób szczególny przyczynił się właśnie Władysław Kiernik.
Przypomnieć należy, że Władysław Kiernik był jednym z najbliższych współpracowników Wincentego Witosa – jednego z architektów polskiej wolności. Ponadto Władysław Kiernik to wybitny organizator i działacz polskiego ruchu ludowego. Wszelkie próby wymazywania Jego nazwiska z kart naszej lokalnej, a więc i całej polskiej historii traktujemy jako jaskrawy dowód braku szacunku i niedoceniania tego, co ruch ludowy i chłopi wnieśli w dzieło odzyskania przez Polskę niepodległości, a potem jej obrony i żmudnego budowania Niepodległej.

Przypominamy także, że armia Józefa Piłsudskiego, która w 1920 roku uchroniła nas
i Europę przed bolszewickim zalewem, była w 90 procentach chłopska. Bardzo ważnym czynnikiem bojowego ruchu oporu w okresie hitlerowskiej okupacji były Bataliony Chłopskie. Przypominamy także, że ogromny patriotyzm, jaki wieś polska oraz polscy chłopi prezentowali – wtedy, przed stu laty i dwadzieścia lat później, podczas okupacji – był bardzo świeżej daty, a obudził go i utrwalił w niepiśmiennych, przez wieki „odpychanych od stołu” masach chłopskich właśnie powstały przed stu dwudziestu laty ruch ludowy.

W tym wielkim dziele uobywatelnienia i „upatriotycznienia” polskich chłopów, najpierw na naszym lokalnym podwórku, a potem w skali całego kraju, wielki osobisty udział miał Władysław Kiernik – urodzony w 1879 roku, absolwent bocheńskiego Gimnazjum i Uniwersytetu Jagiellońskiego, który działalność polityczną w organizacjach patriotycznych rozpoczął jeszcze
w latach szkolnych, a potem kontynuował obok zawodowych zajęć adwokata. Władysław Kiernik był m.in. prezesem Rady Naczelnej Spółdzielni Rolniczo-Handlowej „Jutrzenka”, zakładał po wsiach czytelnie i biblioteki, urządzał spotkania i wygłaszał patriotyczne pogadanki. W 1914 roku zorganizował Powiatowy Komitet Narodowy i był powiatowym komisarzem wojskowym Legionów Polskich, w 1918 roku był komisarzem na powiat Polskiej Komisji Likwidacyjnej, pierwszej polskiej władzy w Galicji, po odzyskaniu niepodległości został starostą bocheńskim. W latach 1919-1933 był posłem na Sejm, przy czym należał do najwybitniejszych parlamentarzystów, aktywnie uczestniczył w pracach kilku komisji problemowych, m.in. ds. upowszechniania oświaty, rozwoju spółdzielczości, organizacji władz administracyjnych itd. W 1920 roku referował Sejmowi uchwałę o wykonaniu reformy rolnej, w tymże roku jako członek Rady Obrony Państwa uczestniczył w rokowaniach pokojowych z bolszewikami w Mińsku i Rydze. W latach 1921-1922 był prezesem Głównego Urzędu Ziemskiego, w 1923 - ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Wincentego Witosa, a w latach 1925-1926 – ministrem rolnictwa i dóbr państwowych w rządzie Aleksandra Skrzyńskiego, a następnie W. Witosa. Władysław Kiernik to także inicjator powołania do życia Państwowej Rady Rolniczej. W okresie rządów sanacji był jednym z przywódców opozycji parlamentarnej, tzw. Centrolewu – m.in. współorganizował w 1930 roku krakowski Kongres Obrony Prawa i Wolności Ludu. W tymże roku wraz z innymi działaczami Centrolewu został aresztowany i na parę miesięcy osadzony w twierdzy brzeskiej. Po zwolnieniu, w obawie przed ponownym aresztem, przebywał na emigracji, wrócił w 1939 roku, ponownie aresztowany i więziony. W czasie okupacji był więziony pół roku przez gestapo, a po zwolnieniu – cały czas inwigilowany. W 1945 roku z ramienia ruchu ludowego uczestniczył w konferencji moskiewskiej, która doprowadziła do utworzenia tzw. Rządu Jedności Narodowej, w którym objął urząd ministra administracji publicznej (1945-1947). Był posłem do Krajowej Rady Narodowej (1945-1946) i na Sejm Ustawodawczy (1947-1952), a także członkiem delegacji polskiej na sesje ONZ – w Londynie (1946) i Nowym Jorku (1956). Był także współorganizatorem i wiceprezesem Towarzystwa „Polonia”.
Odnosząc się do obecnej sytuacji chcemy podkreślić, że jest dla nas oczywiste, że za proponowaną zmiany nazwy ulicy stoją fakty wymienione przez nas w ostatnich kilku wierszach, czyli działalność polityczna Władysława Kiernika w okresie powojennym. Wszyscy wiemy, jak obecnie rządzący są uczuleni na wszystko, co przypomina, że przez kilkadziesiąt lat byliśmy tzw. Polską ludową, niestety jednak taki ustrój panował przez 45 lat.

Nie popadajmy jednak w skrajności. Obecna wojna na symbole, w tym układanie na szali wielkich dokonań związanych z odzyskiwaniem niepodległości vs. próby działania w konstruującym się narzuconym ustroju powoduje, że relatywizując rzeczywistość tracimy obiektywizm oceny istoty pierwotnych dokonań Władysława Kiernika i ich kluczowego wpływu na ówczesny kształt Polski.

Uważamy, że w pewnym amoku zmian i szukaniu „krystalicznych postaci” możemy znaleźć się w takiej sytuacji, w której nie będzie już komu przypisywać naprawdę wielkich zasług dla naszej Ojczyzny – i tej małej i tej wielkiej. Czy wówczas dopiero będziemy zadawać sobie pytanie: kto nam w końcu wywalczył tę Niepodległą?

Biorąc to wszystko pod uwagę uważamy, że uchwała Rady Miasta Bochni mająca na celu zmianę nazwy ulicy Władysława Kiernika nie powinna być procedowana, powinna zostać odrzucona, a każda decyzja Wojewody, która wiązała by się z wolą dokonania jakiejkolwiek zmiany powinna być kierowana na drogę sądową. O takie działanie apelujemy i o to prosimy.
Jednocześnie informujemy, że podjęcie decyzji o zmianie nazwy ulicy będzie obarczone wadą prawną spowodowaną brakiem konsultacji społecznych, ponieważ przede wszystkim to Mieszkańcy Bochni powinni o tej zmianie decydować.

W imieniu Zarządu Powiatowego PSL
w Bochni Prezes Zarządu Powiatowego
Polskiego Stronnictwa Ludowego
Ryszard Drożdżak

W walkę o pozostawienie nazwy ulicy aktywnie włączyło się lokalne środowisko Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Ryszard Drożdżak - szef PSL w Bochni twierdzi z przekonaniem - Presja ma sens!, walczymy o pamięć dla Władysława Kiernika.

Poseł Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego, odwiedził w czwartek Bochnię. Jego wizyta związana była z poparciem dla pozostawienia Władysława Kiernika patronem ulicy w centrum miasta.


W czasie konferencji prasowej, zorganizowanej przy pomniku Kazimierza Wielkiego krytycznie odniósł się do sytuacji - Zdejmowanie tablicy z jego imieniem, odbieranie mu czci i godności, zapisywanie go do grona zdrajców w 100-lecie niepodległości jest hańbą dla rządzących dzisiaj w Polsce - mówił Władysław Kosiniak-Kamysz.

- Przyjechaliśmy, aby bronić dobrego imienia Władysława Kiernika. Bohatera Polski, bohatera ruchu ludowego, wielkiego, dobrego patrioty, który na tej ziemi się wychował. Był starostą bocheńskim, radnym Rady Miasta Bochnia, później był posłem, ministrem, jednym z najbliższych współpracowników Wincentego Witosa - powiedział poseł Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL.


- Nie ma postaci krystalicznych. W polityce nie ma aniołów, to są tylko ludzie i mają różne momenty w życiu. Nie ma krystalicznych postaci, oprócz może pojedynczych wyjątków - ojca św. Jana Pawła II - w naszej historii. Nawet ci najwięksi bohaterowie mają swoje upadki, z których czasem się podnoszą, a czasem już nie. Choćby Józef Piłsudski nie jest postacią krystaliczną w żadnej mierze, a nikomu nie przychodzą do głowy pomysły dezawuowania go jako całościowo postaci, która przyczyniła się do odzyskania niepodległości w 1918 roku - mówił Władysław Kosiniak-Kamysz.

- To jest niezwykle ważne, żeby przedstawić życiorys Władysława Kiernika i bronić jego ulicy tu w Bochni. Będziemy bronić ulicy Władysława Kiernika za wszelką cenę, jako ludowcy, jako polscy patrioci i jako formacja, która nie pozwoli, żeby ideologia i pisanie na nowo historii pod dyktando polityczne spełniło się tutaj na ziemi bocheńskiej, w Małopolsce i w każdym rejonie Polski – stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz.

Podkreślił, że protest nie jest wymierzony przeciwko Adamowi Kiernikowi: - Myślę, że w Bochni jest miejsce na uhonorowanie Adama Kiernika i chcielibyśmy, aby to nastąpiło. Nie jesteśmy przeciwko wnukowi, ale nie wyobrażamy sobie, żeby dla jakiejkolwiek rodziny przyjemność stanowiło zastąpienie dziadka przez wnuka w nazwie ulicy, bo to jest niemoralne i bardzo wątpliwe.

- Z satysfakcją przyjmujemy, że ten punkt został dzisiaj zdjęty z porządku obrad rady miasta. Dobrze, że są tutaj też takie przyzwoite i godne zachowania radnych, którzy zdjęli ten punkt z porządku obrad - skomentował Władysław Kosiniak-Kamysz.

Pytanie: Czwartkowa decyzja radnych nie kończy sprawy, bo teraz wojewoda może wydać zarządzenie zastępcze i nadać tej ulicy wskazaną przez siebie nazwę (niekoniecznie Adama Kiernika). Miasto może następnie walczyć w sądzie (co udało się w przypadku ul. Benesza, ale w tym przypadku wojewoda złożył skargę kasacyjną i sprawa nie jest jeszcze ostatecznie rozstrzygnięta).

- Oczywiście spodziewamy się zastępczego wykonania tych decyzji przez wojewodę. Będziemy przeciwko tym decyzjom protestować, będziemy do końca bronić. Liczymy, że jeżeli będzie zastępcze wykonanie to Rada Miasta Bochnia zakwestionuje do sądu tę decyzję, tak jak już miała w swej historii. Apelujemy o to i prosimy wysoką Radę Miasta Bochnia, żeby tak zrobiła, jeżeli do tego dojdzie - zaapelował Władysław Kosiniak-Kamysz.

Zapowiedział również szersze upamiętnienie postaci Władysława Kiernika. - Zdejmowanie tablicy z jego imieniem, odbieranie mu czci i godności, zapisywanie go do grona zdrajców w 100-lecie niepodległości jest hańbą dla rządzących dzisiaj w Polsce. Zmienimy tę władzę, bo nie może być tak, że ideologiści będą pisać historię na nowo. Nie zmażą dobrych czynów Władysława Kiernika! - zakończył swoją wypowiedź poseł Władysław Kosiniak-Kamysz.

Komentarze

#1 | Sal dnia 02 lipiec 2018 22:10
Czy ktoś pomyślał o tym, kto ponosi koszta takiej politycznej zabawy - na złość. Przecież za zmianę dokumentów, adresów i wszystkich czynności z tym związanych ponoszą zwykli ludzie. To nie kosztuje tak mało, nie tylko pieniędzy ale i czasu: zmiany w bankach, zamiany tabliczek informacyjnych, zmiany dokumentów, to wszystko kosztuje i płacimy my - podatnicy z własnych kieszeni. Może wreszcie ktoś się otrząśnie i puknie się w głowę!

Dodaj komentarz

Nick:




Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Reklama

Pogoda

pogoda

Ankieta

ANKIETA SAMORZĄDOWA-1

Niezdefiniowane
Niezdefiniowane
0% [0 głosów]

Niezdefiniowane
Niezdefiniowane
0% [0 głosów]

Ogółem głosów: 0
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 15-09-2018 10:12

Archiwum ankiet