'
Temat dnia20 milionów na inwestycje dla gminy Drwinia Bezpieczeństwo publiczneWizyta druhów chorwackich w gminie Drwinia Powiat BocheńskiPrezes ZPP - Ludwik Węgrzyn na Forum Nowoczesnego Samorządu
Turystyka i RekreacjaNowe atrakcje zimowe w Małopolsce

Będzie strajk w obronie rolników... NIK o ASF: Bioasekuracja do poprawy...Drukuj

Będzie strajk w obronie rolników... NIK o ASF: Bioasekuracja do poprawy...

Będzie strajk w obronie rolników...
W najbliższy piątek w Warszawie spodziewana jest demonstracja rolników, którzy będą protestować przeciwko zakazowi hodowli zwierząt futerkowych oraz zakazowi uboju rytualnego. W stolicy spodziewanych jest kilka tysięcy rolników z całej Polski.

W konferencji prasowej zorganizowanej przez Polski Związek Hodowców Zwierząt Futerkowych wzięli także udział przedstawiciele Polskiego Mięsa, Krajowej Rady Drobiarstwa oraz Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

Wspólny front 
Dyrektor Mariusz Szymyślik z Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz podkreślił, że branża drobiarska żyje w „ekonomicznej symbiozie” z branżą futerkową. Drobiarze sprzedają bowiem poubojowe odpady fermom norek i dzięki temu nie muszą płacić za ich utylizację.
 – W efekcie zamiast minusa w bilansie ubojni, pojawia się plus. Dlatego zniknięcie branży futerkowej będzie ogromnym problem dla branży. Każda rzecz, która doprowadzi do wzrostu kosztów produkcji zmniejszy nasze szanse eksportowe. Trzymamy kciuki i będziemy wspierać naszych przyjaciół z branży futerkowej – deklarował dyrektor Mariusz Szymyślik. 

Przedstawiciele hodowców zwierząt futerkowych zwrócili uwagę, że przejęcie przez firmy utylizacyjne ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego, które aktualnie są utylizowane przez fermy, doprowadzi do znacznego, nawet 30% wzrostu cen drobiu i ryb.

- Po likwidacji hodowli zwierząt futerkowych podwyżki te będą z automatu. Zachodnie firmy utylizacyjne będą dyktować ceny drobiu i ryb w Polsce. Będzie to skutkowało spadkiem atrakcyjności eksportu na rynki globalne - twierdzi Daniel Żurek, hodowca z województwa zachodniopomorskiego.

Złożona w Sejmie ustawa o ochronie zwierząt autorstwa Prawa i Sprawiedliwości wprowadza również zakaz uboju rytualnego. Co również może bardzo mocno uderzyć w dynamicznie rozwijający się eksport żywności. Co więcej, straty z tego tytułu szybko przełożą się na rolników.  
- Hodowlą zajmuje się kilkaset tysięcy rolników. Gdyby ustawa weszła w życie w tej postaci, straty rolników wyniosą ok 1-2 zł na kilogramie mięsa. Mówię to dlatego, że to właśnie rolnicy dzwonią do nas i pytają co mają zrobić. Oni pobrali kredyty, zainwestowali – relacjonował Witold Choiński z Polskiego Mięsa.

Samorząd gospodarczy hodowców norek
Hodowcy zwierząt futerkowych podkreślali gotowość do działania w celu zwiększenia przejrzystości branży i likwidacji pseudo-hodowli. Jednym z proponowanych pomysłów na zwiększenie przejrzystości branży jest wprowadzenie obligatoryjnej izby gospodarczej, która będzie zrzeszać wszystkich hodowców. Dzięki temu dostępne będą narzędzia, które pozwolą branży na bezwzględne zlikwidowanie przypadków patologii.

Prof. Marian Brzozowski, specjalista w zakresie hodowli zwierząt futerkowych z SGGW wskazywał na nieprawdziwe informacje przekazywane przez organizacje pro-zwierzęce, które twierdzą, że wprowadzenie zakazu dotknie jedynie „garstkę hodowców”. 
- Na zamknięciu ferm stracimy wszyscy i to w sposób taki, że nawet sobie tego nie wyobrażamy. Po pierwsze stracą hodowcy, po drugie straci branża drobiarska, po trzecie straci budżet państwa. Zamiast mieć przychód, będzie koszt. A branża futerkowa jest tą branżą, która nie jest dotowana żadnymi dotacjami, żadnymi funduszami – podkreślał prof. Brzozowski.  

Hodowla zwierząt futerkowych w Polsce posiada niemal 100-letnią tradycję, a ponad 95% hodowli to polskie gospodarstwa rodzinne. Branża zapewnia dochody dla ok. 60 000 osób – ponad 10 000 to osoby pracujące na fermach, a w firmach ściśle powiązanych z branżą (producenci pasz, wyposażenia, firmy transportowe) pracuje około  47 000 osób.


NIK o ASF: Bioasekuracja do poprawy

Najwyższa Izba Kontroli ostro krytykuje rząd za sposób zwalczania ASF. Zdaniem kontrolerów z NIK-u, założenia programu bioasekuracji były nierealne. Naukowcy mówią, że grozi nam rozprzestrzenienie się wirusa na cały kraj. Straty sięgną 18 mld złotych!

Informacja w tej sprawie będzie już jutro rozpatrywana na posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa. Nieoficjalnie wiadomo co znajdzie się w informacji. Zdaniem NIK problem jest bardzo poważny. W wyniku rozprzestrzeniania się afrykańskiego pomoru świń grozi nam gwałtowny spadek pogłowia trzody chlewnej oraz drastyczna zmiana struktura stada świń. Zagrożenie dotyczy również przetwórstwa i  eksportu mięsa, a także upodobań kulinarnych Polaków.
 
Bioasekuracja do zmiany!
Kontrolerzy przyjrzeli się realizacji w kraju programu bioasekuracji, który miał zabezpieczyć gospodarstwa rolne przed dostaniem się do nich wirusa ASF. Zdaniem NIK-u założenia programu były nierealne. Przeciętny koszt dostosowania się do wymogów bioasekuracji dla gospodarstwa rolnego wynosi bowiem… ok. 30 tys. zł. A dla właścicieli małych gospodarstw były to koszty nie do osiągnięcia. Zdaniem NIK, tylko 6% gospodarstw miało szansę spełnić te wymogi, a ministerstwo rolnictwa doskonale o tym wiedziało. Najwyższa Izba Kontroli wytknęła również błędy rolnikom, którzy nagminnie nie rejestrują ruchu świń w systemie Identyfikacji i Rejestracji Zwierząt. 
 
Scenariusz hiszpański?
To nie pierwsza kontrola dotycząca tego tematu. Już w 2015 r. NIK alarmował co trzeba zrobić, aby uniknąć rozwoju epidemii ASF. Teraz przedstawiciele Najwyższej Izby Kontroli z wątpliwą satysfakcją mogą powiedzieć: „A nie mówiliśmy”. 

To, że sytuacja jest poważna potwierdzają naukowcy, którzy przypominają, że w krajach w których podchodzono do sprawy mało poważnie doszło do czasowego wygaszenia produkcji trzodziarskiej (Kuba, Angola, Rosja, Malta). Tak było też w Hiszpanii, która walczyła z ASF przez 30 lat. 

– W Hiszpanii pomór rozpoczął się w 1969 r. i przez 30 lat nic nie robiono (albo robiono tak jak teraz u nas) i w efekcie pomór rozszedł się po całej Hiszpanii. Dopiero w 1981 r. hodowcy zbuntowali się i zrobili dużo szumu, wzięto się do roboty i w ciągu 6 lat wyeliminowano ASF w Hiszpanii. Biorąc pod uwagę to co zrobiliśmy przez 2,5 roku zdaje się, że zmierzamy ku scenariuszowi hiszpańskiemu. Najpierw pomór obejmie cały nasz kraj i potem zobaczymy jakie są tego konsekwencje i zaczniemy wtedy dopiero poważnie brać do tematu – mówi prof. Zygmunt Pejsak z Państwowego Instytutu Weterynaryjny w Puławach, który jednocześnie nie zostawia suchej nitki na obecnych zasadach wprowadzania bioasekuracji w kraju.

(info/foto_topagrar.pl)

Komentarze

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Nick:




Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Reklama

Pogoda

pogoda

Czarne na białym...

Ankieta

Ankieta testowa

Tak

Nie

Nie mam zdania