'
Temat dniaWybitni sportowcy z gminy Drwinia zostaną nagrodzeni Powiat BocheńskiWojewoda wręczył medale pracownikom starostwa Gmina DrwiniaWnioski i faktury na zwrot kosztów paliwa
Bezpieczeństwo publiczneAkcja krwiodawców w Dziewinie na pomoc dzieciom

80. rocznica Wielkiego Strajku ChłopskiegoDrukuj

80. rocznica Wielkiego Strajku Chłopskiego

W sierpniu przypada, zapomniana już nieco, rocznica dramatycznych wypadków, których widownią był Kurów - dzisiaj osiedle w granicach miasta, 80 lat temu wioska wchodząca w skład gminy Bochnia.

Dużo obecnie piszemy i mówimy o najnowszej historii kraju, o zmaganiach Polaków z komunizmem, o ofiarach, które ta walka pochłonęła. I słusznie, bo nigdy za dużo wiedzy na ten temat. Pisząc jednak o dramatycznych kartach historii, związanych z wybijaniem się na niepodległość w walce z obcą, narzuconą nam siłą władzą, nie możemy jednocześnie zapomnieć też o innych kartach naszej historii, w której lała się polska krew, nie przelewana bynajmniej przez obcych żołdaków, czy ich najemników.

II Rzeczypospolita była jak najbardziej suwerennym państwem, powstałym ze zgliszcz I wojny światowej znojem i krwią żołnierza polskiego, wspartego wysiłkiem polityków przeróżnych orientacji, dla których najwyższym imperatywem była Polska niepodległa. Pod hasłem niepodległości zjednoczył się praktycznie cały naród, jednak jak to u nas często bywa, ta jednomyślność prysła jak mydlana bańka praktycznie już u progu niepodległości. Różne koncepcje, lansowane przez czołowe postaci sceny politycznej, partyjne spory, a czasem zwykłe przejawy niechęci pomiędzy poszczególnymi liderami politycznymi, doprowadziły do szeregu kryzysów, a nawet poważnych wstrząsów społecznych. Nakładała się na to szczególnie skomplikowana sytuacja ekonomiczna, z jaką przyszło się zmierzyć nowo powstałemu państwu, składającego się de facto z trzech odrębnych części, będących po zaborczymi pozostałościami.

Szczególnie mocno uderzył w Polskę wielki kryzys gospodarczy przełomu lat 20 i 30, który zaczął się w USA i Europie Zachodniej, a do nas dotarł z pewnym opóźnieniem. Kryzys objął całe społeczeństwo, ale szczególnie mocno uderzył w polską wieś, zacofaną, z archaiczna strukturą agrarną, a do tego przeludnioną.

W szczególnie ciężkim położeniu znajdowała się wieś małopolska: 38% ogółu to gospodarstwa karłowate o areale poniżej 2 ha. W czasie koniunktury lat 20-tych rolnicy masowo zaciągali kredyty na rozwój swych gospodarek. Gdy nadszedł kryzys ceny produktów rolnych katastrofalnie spadły, przy jednoczesnym wzroście podatków i innych świadczeń, stąd chłopi nie mogli w wielu wypadkach zdobyć się nawet na opłatę procentów od zaciągniętych zobowiązań. Część ludności wiejskiej, nie mogąc znaleźć na miejscu zatrudnienia, musiała emigrować. W latach 1927-38 wyemigrowało z województwa krakowskiego (głównie do Francji) ok. 62 tys. ludzi, a sezonowo - szczególnie do Niemiec - dalsze. 35 tys.
Jako przykład niech posłuży cytat z pamiętnika ówczesnego gospodarza z powiatu limanowskiego, mającego na utrzymaniu cztery osoby: „Teraz (po roku 1930 – przyp. I.S.) dopiero poczułem ten straszny kryzys na sobie, trzeba płacić procenta, bo oddać nie ma z czego, trzeba płacić podatki z całego gospodarstwa, bo ojciec nie płaci, bo na przykład ja w roku 1925 i 1926 sprzedał cyckowe ciele za 70 zł, to podatek płaciłem 12 zł, i byłem spokojny, a dzisiaj za takie samo ciele wezmę 15 zł, a płacę gruntowego podatku 12 zł, drogowego 17 zł, ubezpieczenia od ognia 7,5 zł, a do tego wyrównawczy itd., aż włosy człowiekowi stają na głowie“.
Kryzys trawił Polskę dodatkowo w okresie silnych napięć politycznych, związanych z walką pomiędzy rządzącym obozem sanacji a opozycją. Obie strony sporu usiłowały przeciągnąć na swoją stronę wiejski żywioł. Większe szanse ku temu miała opozycja. Jak podaje rezolucja przygotowana przez władze naczelne SL na dzień obchodów Zielonych Świąt 1932 roku sytuacja polskiej wsi wygląda następująco: (…) w kraju nędza powszechna, a szczególnie na wsi, gdzie życie cofa się o lat kilkadziesiąt, gdyż chłopi niszczeni są wielkimi ciężarami podatkowymi, nękani złośliwymi karami administracyjnymi, egzekucjami podatkowymi, a ceny produktów rolnych są niżej opłacalności(…)”

Przywódcy chłopskich stronnictw, wyciągając wnioski z przykrych doświadczeń z przeszłości, gdy rozproszenie ruchu ludowego nie sprzyjało jego wyrazistości i skuteczności, przyjęli kurs na zjednoczenie. W 1931 r. powstało Stronnictwo Ludowe, skupiające pod swymi skrzydłami trzy najważniejsze partie chłopskie, zostało również reaktywowane Święto Ludowe.
Żywiołowy rozwój SL z nadzieją został przyjęty w powiecie bocheńskim, szczególnie w Łapanowie i okolicach, gdzie ruch ludowy od momentu powstania miał ogromne poparcie oraz grono oddanych działaczy.
Siła łapanowskich struktur SL spowodowała, że to właśnie teren tej gminy władze partii wskazały na miejsce obchodów Święta Ludowego, wyznaczonego na 5 czerwca 1932 r. Władze państwowe i policja usiłowały nie dopuścić do zgromadzenia się wielotysięcznych tłumów w Łapanowie, dlatego zaatakowano w podłapanowskiej Wolicy chłopów z okolicznych wiosek. Gdy rozpraszanie tłumu za pomocą pałek i kolb karabinowych nie przyniosło rezultatów, w stron ludzi oddano strzały z broni palnej. Na miejscu zginęło 3 uczestników marszu oraz wspierający policję komendant „Strzelca” ze Zbydniowa. Rannych zostało kolejnych 10 osób, z których 2 zmarły w późniejszych dniach.
Wydarzenia łapanowskie z całą pewnością przyczyniły się do radykalizacji wsi i w jakiś sposób ich echa oddziaływały na kolejne wydarzenia, których świadkami była polska wieś, tym razem w 1937 r.
Na 15 sierpnia tego roku ogłoszono rozpoczęcie wielkiego, 10-dniowego strajku chłopskiego, przeprowadzonego pod hasłami przywrócenia pełni praw dla byłych więźniów brzeskich z Wincentym Witosem na czele, zmiany konstytucji i ordynacji wyborczej, rozwiązania Sejmu i Senatu, opłacalności produkcji rolniczej i sprawiedliwego podziału dóbr społecznych. Już samo to pokazuje, że organizatorzy strajku nie łudzili się, iż ekipa rządząca pochyli się nad ich postulatami. Protest miał charakter konfrontacyjny - był obliczony na destabilizację sytuacji politycznej i w konsekwencji upadek rządu.
Plan Stronnictwa zakładał, że protest wybuchnie w całym kraju z wyjątkiem obszarów nadgranicznych i niejednorodnych etnicznie (nie chciano obudzić demona waśni narodowościowych). Okazało się jednak, że wpływy ludowców w Wielkopolsce i byłej Kongresówce są niewystarczające, by zainicjować strajk. Pełen sukces osiągnięto za to w Małopolsce, głównie w powiatach województwa lwowskiego i krakowskiego.
Słowo "strajk" nie do końca oddawało charakter protestu. Jego celem było powstrzymanie się od zakupów artykułów przemysłowych w miastach oraz całkowite zablokowanie dostaw żywności do miast, a także wstrzymanie jej transportów na drogach krajowych. Z tego punktu widzenia termin rozpoczęcia protestu miał znaczenie nie tylko symboliczne. W połowie sierpnia w miastach kończyły się zapasy żywności z poprzednich zbiorów, a nowe zboże nie zostało jeszcze zwiezione do magazynów.
Strajk nie spotkał się z zupełną jednomyślnością na wsi, dlatego regulaminy strajkowe, rozsyłane przez powiatowe zarządy SL kładły nacisk na tworzenie bojówek, których zadaniem było dyscyplinowanie społeczności wiejskiej. „Na szosie warszawskiej koło Michałowic i Węgrzec w dzień targowy, tzn. wtorek 17 sierpnia zawracających można liczyć na parę tysięcy - czytamy w relacji z okolic Krakowa. - Nie obeszło się bez czynnego przymusu. Kilku ludzi chwytało za koła wozu i wóz leżał w fosie, a furman dostawał „zachętę” do szybkiego powrotu - parę kijów na siedzenie. Akcja odbywała się szybko i sprawnie. Wracające furmanki rozniosły wieść do wszystkich wsi(...)" Zdarzało się, że uczestnicy blokady niszczyli przewożone towary, zabijali konie i bydło prowadzone na handel. Często urządzano najścia na gospodarstwa, które nie przyłączyły się do strajku - wybijano szyby, demolowano obejście, a nawet bito właścicieli.
Interwencje policji i próby rozpraszania blokad pogłębiły determinację strajkujących. Przecinano druty telefoniczne, uszkadzano mosty, na drogach budowano barykady i rozsypywano gwoździe. Bojówki obstawiały sklepy wiejskie, młyny, mleczarnie, tartaki. Organizatorzy strajku zaczęli przejmować kompetencje lokalnej administracji. Przystąpiono do wydawania przepustek, umożliwiających swobodny wyjazd do miasta - takie zezwolenia otrzymywali np. chorzy, śpieszący do lekarza i uczestnicy rozpraw sądowych. W niektórych miastach powiatowych pojawiły się patrole chłopskie, przepędzające handlarzy z rynku.
Z oficjalnego raportu władz: "wszędzie straże chłopskie. Rewidują nawet auta po szosach. Letnicy zdesperowani i w takim Zakliczynie głód, w Rabce głód itp. Wyjeżdżają masowo. (...) W uzdrowiskach i letniskach ceny [żywności] fantastyczne". Oznaki drożyzny pojawiły się też w dużych miastach - Krakowie, Tarnowie, a nawet Warszawie.
Początkowo reakcje władz na strajk były stonowane. "Możecie sobie agitować" - usłyszeli przywódcy SL w Urzędzie Wojewódzkim w Krakowie, gdy przybyli tam z petycjami. Dopiero barykady i bojówki na drogach skłoniły starostów do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków. Oddziały policji początkowo unikały starć. Starano się opanować sytuację, aresztując przywódców strajku i najbardziej krewkich uczestników blokad. To jedynie dolało oliwy do ognia.
W kolejnych dniach strajku chłopi z lękiem zaczęli przekazywać sobie wiadomości o pojawieniu się we wsiach "policji w hełmach". Były to specjalne kompanie rezerwowe policji utworzone rok wcześniej po fali gwałtownych wystąpień robotniczych. Wobec skali rozruchów gaz łzawiący i pałki okazały się niewystarczające. W tej sytuacji szefowie policji zezwolili na użycie broni. W chwili obecnej trudno rozstrzygnąć, czy policja strzelała w stanie wyższej konieczności, broniąc się przed agresywnym tłumem, czy też - jak twierdziła opozycja - chciała utopić strajk we krwi. W całym kraju od kul zginęły 44 osoby, w tym kobiety i dzieci. Wedle oficjalnych danych po stronie policji było 108 rannych.
Obie strony nie przebierały w środkach. Pod koniec sierpnia walki bardziej przypominały potyczki partyzanckie niż tłumienie zamieszek. Schowani w lesie chłopi ostrzeliwali kolumny policyjne na drogach i nękali salwami śrutu mundurowych, zbliżających się do wsi. W szeregach strajkujących nie brakowało młodych mężczyzn, którzy niedawno wrócili z wojska, a teraz formowali z chłopów regularne oddziały.
W raporcie jednej z kompanii policyjnych zanotowano, że po rozproszeniu tłumu na pobojowisku znaleziono: "1 kbk francuski, 1 flobert kal. 7,35, 1 pistolet Steyer, 1 pistolet FN z magazynkiem i 6 nabojami, 1 bagnet austriacki, 5 sztuk naboi karabinowych, łuski z wystrzelonych naboi rewolwerowych, 1 szablę austriacką, jedną kosę osadzoną na sztorc, jedne widły, jedną laskę żelazną, 3 laski kute, jeden drąg z mutrą, jeden nóż rzeźnicki, 3 noże szewskie, jedną motykę, 4 siekiery i jeden toporek".
Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, bo brutalność policji nakręcała spiralę agresji. "Agitatorzy SL rozpuścili pogłoskę, że jeśli rząd do dnia 25 sierpnia nie uwzględni ich postulatów, to wszyscy ludowcy ruszą na Warszawę, a po drodze będą niszczyć inteligencję i rżnąć panów. Agitatorzy twierdzą, że już nadszedł czas, by chłop dokonał swego" - donosił w raporcie komendant lwowskiej policji.
Początkiem akcji strajkowej na Bocheńszczyźnie była 15-tysięczna manifestacja w Bochni, zwołana na 15 sierpnia. Proklamowano na niej strajk, który także i u nas przybrał charakter nie do końca zgodny z intencjami organizatorów. Np. w Marszowicach młodzi parobcy chodzili po wsiach i wypędzali ludzi na szosy. kto nie chciał iść - wybijano mu szyby. Te radykalne metody spowodowały, że wszystkie ważniejsze drogi na terenie powiatu zostały zablokowane, co spowodowało nieuniknioną konfrontacje z władzami. 19 sierpnia do Kurowa, gdzie u zbiegu ulic do Kolanowa i Wiśnicza trwała blokada, podjechały 4 policyjne samochody. Policjanci siłą zepchnęli strajkujących z drogi i odjechali do Bochni. Po pewnym czasie auta jednak powróciły, gdyż chłopi ponownie stanęli na drodze. Jeden samochód ruszył w stronę Kolanowa za cofającym się tłumem, drugi zaparkował na rozstaju dróg, a jego załoga wezwała ludzi do rozejścia się, czego posłuchano. W tym momencie zaczął padać deszcz i ludzie szukali schronienia przed nim w kopach koniczyny. Widząc to policjanci ponownie zaatakowali. Na ten widok zbiegli się ludzie z okolicznych domów. Wywiązała się walka, policja użyła granatów łzawiących i broni palnej. Od postrzału zginął na miejscu Wincenty Piechnik z Wiśnicza, a ciężko ranny Jan Święch zmarł kilka dni później w bocheńskim szpitalu. Rannych zostało kilkanaście osób.
20 sierpnia naczelne władze SL zapowiedziały, że strajk nie będzie kontynuowany. Wezwały też swoich członków do bezwarunkowego zaniechania przemocy. Wobec powyższego manifestacyjny pogrzeb Piechnika w Starym Wiśniczu 23 sierpnia, w którym mogło wziąć udział nawet 10 tys. ludzi, nie przerodził się w dalsze zamieszki.
Po zakończeniu strajku zaczęły się represje władz. Zwarte oddziały policji wkraczały do wsi i pod pozorem szukania broni demolowały obejścia. Rozbijano meble, niszczono zapasy, ziarno polewano naftą. Przypadki brutalnych pobić były tak powszechne, że odbiły się echem w prasie europejskiej i spotkały się z protestami nawet w szeregach sanacji. Organizatorom strajku, a także uczestnikom pikiet masowo wytaczano procesy. 22 chłopów z powiatu bocheńskiego skazano na kary od kilku miesięcy do 2,5 roku więzienia.
Długofalowym skutkiem strajku była eskalacja napięć społecznych. Powszechną postawą wśród chłopów stała się żądza odwetu. "To dopiero początek" - powtarzano jesienią na wiejskich wiecach. W 1938 r. plany nowych manifestacji odłożono ze względu na rosnące zagrożenie wojenne, jednak było to tylko zawieszenie broni. Nawet wybuch wojny nie zdołał uśmierzyć narosłych konfliktów.

(Ireneusz Sobas)

Bibliografia:
Piotr Osęka „Kosy przeciw sanacji” http://niniwa22.cba.pl/strajki_chlopskie.htm, dostęp 28 czerwca 2017 r.;
Kazimierz Nowak "Strajki i wystąpienia chłopów w latach 1930-1934 w Małopolsce" (w:) Przegląd Historyczny 49/3 z 1958 r.;
"Bochnia, dzieje miasta i regionu", praca zbiorowa pod redakcją Feliksa Kiryka i Zygmunta Ruty, 1980 r.
Autor dziękuje też p. Ryszardowi Drożdżakowi za konsultacje przy pisaniu niniejszego tekstu.


1. Funkcjonariusze zwartych oddziałów Policji Państwowej przygotowują się do akcji. Fot. Wikipedia
2. Specjalny oddział przedwojennej policji, w kamizelkach kuloodpornych, utworzony do uśmierzania zamieszek ulicznych. Fot. Wikipedia
3. Policjant z tego oddziału w trakcie ćwiczeń. Fot. Wikipedia
4. Tablica upamiętniająca tragiczne wydarzenia w Kurowie k/Bochni_arch.Grobla.net

Zdjęcia

  • strajki_chlopskie_37_1_t1.jpg
  • strajki_chlopskie_37_2_t1.jpg
  • strajki_chlopskie_37_3_t1.jpg
  • strajki_chlopskie_37_4_t1.jpg

Komentarze

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Nick:




Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Reklama

Pogoda

pogoda

Ankieta

ANKIETA SAMORZĄDOWA-1

Niezdefiniowane
Niezdefiniowane
0% [0 głosów]

Niezdefiniowane
Niezdefiniowane
0% [0 głosów]

Ogółem głosów: 0
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 15-09-2018 10:12

Archiwum ankiet