'
Temat dnia81. rocznica Krwawej Niedzieli na Wołyniu Bezpieczeństwo publiczneRusza budowa ronda na skrzyżowaniu ulic Karolina i Krzeczowska w Bochni Powiat BocheńskiWyniki matur w Powiecie Bocheńskim
Bezpieczeństwo publicznePo wczorajszych burzach w Małopolsce

Szukajcie wiatru w poluDrukuj



Bartosz Klimas
Sejm utrzymał swoją „poprawkę 700 m” do nowelizacji ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Co to oznacza dla lądowej energetyki wiatrowej w Polsce?

Zmiana „ustawy 10H”, czyli o ustawy inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych, jest jednym z tzw. kamieni milowych, które Polska powinna zrealizować, aby dostać pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy.

Targi o minimalną odległość wiatraka od zabudowań trwały dość długo. Pod koniec lutego Senat opowiedział się za przewidywanym wcześniej limitem 500 m. Wkrótce jednak Sejm postawił na swoim i przeforsował odległość 700 m.


Małe wielkie 200 metrów
Choć różnica pomiędzy 500 a 700 m nie wydaje się duża, w istocie jest znacząca. Jak podkreśla Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, w efekcie „poprawki 700 m” lądowa energetyka wiatrowa wciąż nie będzie się w Polsce rozwijać. – To odległość, która powoduje, że wszystkie plany miejscowe idą do śmieci. 90 procent lądowych farm wiatrowych w Polsce znajduje się w odległości pomiędzy 500 a 700 m od zabudowań. 500 metrów oznacza, że dostępne dla inwestycji w energetykę wiatrową byłoby 7 proc. powierzchni Polski, zaś w przypadku 700 m – już niespełna 4 proc. Ale mówimy tu tylko o kwestii obszaru, tymczasem dochodzi wiele innych zmiennych, jak techniczne możliwości budowy czy dostępność przyłączenia. To odsunięcie uzyskania możliwej energii o kolejne 10 lat – argumentował Gajowiecki podczas dyskusji o zielonych inwestycjach zorganizowanej podczas konferencji EEC Trends w Warszawie.

Potwierdzają to wyliczenia przeprowadzone przez Fundację Instrat (think-tank zajmujący się doradztwem w zakresie polityk publicznych) na podstawie danych Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii oraz Banku Danych o Lasach prowadzonego przez Lasy Państwowe. Wynika z nich, że zwiększenie minimalnej odległości wiatraka od zabudowań o 200 m zmniejsza dostępną powierzchnię o blisko połowę (47 proc.). Największe straty poniosłyby przy tym województwa kujawsko-pomorskie, łódzkie i świętokrzyskie (ponad 60 proc.), ale nawet w najmniej dotkniętym tą zmianą woj. lubuskim zamiana oznacza uszczuplenie dostępnej przestrzeni o ponad 30 proc.
Grafika nr 1 dostępna w galerii zdjęć:>>>

Powyższe obliczenia nie uwzględniają m.in. obecności zbiorników wodnych w okolicy (które często są objęte formami ochrony przyrody, więc obejmuje je inne kryterium) czy wietrzności poszczególnych części kraju i tym samym rentowności instalacji. W dodatku, jak zauważają badacze Fundacji Instrat, znaczenie dla tempa rozwoju energetyki wiatrowej ma nie tylko spadek powierzchni do zagospodarowania, ale też to, że ze względu na wprowadzenie na późnym etapie „poprawki 700 m” trzeba by zmienić plany zagospodarowania przestrzennego przygotowywane od ponad dwóch lat wobec spodziewanego ograniczenia do 500 m. Pracownia urbanistyczna Urban Consulting wyliczyła, że w skali kraju korekty będzie wymagało 84 proc. planów. W niektórych województwach, m.in. kujawsko-pomorskim i mazowieckim, oznaczałoby to zmianę wszystkich planów.
– Analizy dokonano na podstawie sporządzonej bazy miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dopuszczających lokalizację elektrowni wiatrowych – wyjaśnia Filip Sokołowski, główny projektant w Urban Consulting. – Badaniu podlegały wyłącznie plany miejscowe, na podstawie których nie powstały dotąd elektrownie wiatrowe. W analizie przyjęto założenie, że jeżeli w granicach danego planu miejscowego możliwa będzie realizacja minimum 5 elektrowni wiatrowych to plan ten oznaczany był jako plan do dalszego wykorzystania. Jeżeli natomiast w granicach planu miejscowego do realizacji pozostało mniej niż 5 elektrowni wiatrowych to taki plan był klasyfikowany jako plan do zmiany.
Filip Sokołowski dodaje też, że jeżeli wskazana w poprawce odległość 700 m wejdzie w życie, to w zdecydowanej większości przypadków konieczna będzie także zmiana studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego w celu korekty lub całkowitej zmiany granic obszarów, na których dopuszczone będzie rozmieszczenie odnawialnych źródeł energii.  – Taka zmian może zająć od roku do nawet 4 lat. Oczywiście czas niezbędny do wykonania dokumentów planistycznych zezwalających na lokalizację elektrowni wiatrowych na danym obszarze to tylko wycinek czasu potrzebnego do przeprowadzenia całego procesu inwestycyjnego zmierzającego do ich postawienia. Ten czas, niezbędny do dokonania wszelkich formalności, szacowany jest na 7 lat. I może się dodatkowo wydłużyć w związku z planowaną reformą ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, która zakłada zastąpienie studiów  planami ogólnymi – przewiduje przedstawiciel Urban Consulting.

Możliwość wykorzystania obowiązujących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego przy poprawce 700 m – Grafika nr 2 dostępna w galerii zdjęć:>>>

Kto nie chce liberalizacji?
Pod ubiegłorocznym apelem o odblokowanie potencjału lądowej energetyki wiatrowej podpisał się m.in. Związek Gmin Wiejskich RP. „Dywersyfikacja źródeł wytwórczych pozwoli na ograniczenie uzależnienia od zewnętrznych dostaw paliw kopalnych, usprawniając proces całkowitego uniezależnienia się od dostaw surowców energetycznych z Rosji. Ilość energii wytwarzana w oparciu o węgiel importowany z Rosji odpowiada 6 GW mocy zainstalowanej w ramach sektora energetyki wiatrowej na lądzie. Obecnie lądowa energetyka wiatrowa stanowi 7,1 GW mocy zainstalowanej, podczas gdy jej możliwości są o wiele większe i szacowane nawet na około 30 GW” – czytamy w apelu skierowanym m.in. do premiera oraz ministra klimatu i środowiska. I dalej: „Nowe farmy wiatrowe mają szansę wygenerować 70–133 mld zł przyrostu PKB, 490–935 mln zł dodatkowych wpływów do samorządów, ok. 80 mld zł zamówień na produkty i usługi w łańcuchu dostaw oraz 51 do 97 tys. nowych miejsc pracy w perspektywie do 2030 r.”

Problemy, jakich przysparza „ustawa 10H”, dostrzegł także Związek Powiatów Polskich, który już w 2016 r. przedstawił krytyczną opinię wobec obowiązujących obecnie przepisów. „Po latach, które oznaczały de facto powstrzymanie nowych inwestycji wiatrowych, wydawało się, że głos społeczeństwa i ekspertów został wysłuchany i zasada ta – choć nie zostanie zniesiona – to zliberalizowana na tyle, by w zgodzie z wolą lokalnych społeczności, uruchomić tak potrzebne Polsce zasoby energii” – czytamy w liście z 20 lutego 2023 r., podpisanym przez Andrzeja Płonkę, prezesa ZPP, a kierowanym do senatorów. „Niestety, podczas prac w Sejmie została zgłoszona poprawka, która znacząco zmieniła istotę rządowego projektu. (...) Poprawka zmieniła wprowadzaną odległość z możliwych 500 na 700 metrów. (...) Związek Powiatów Polskich zwraca uwagę, że zmiana ta jest nieakceptowalna.”
– Przygotowując w 2021 roku raport „Energetyka wiatrowa na lądzie – założenia reformy i propozycja ustawy” konsultowaliśmy się m.in. ze spółkami energetycznymi, w tym spółkami skarbu państwa, i samorządami. Wszyscy powiedzieli: chcemy liberalizacji „ustawy 10H”. W moim przekonaniu brak liberalizacji byłby czystą polityką – mówił podczas EEC Trends Kamil Wyszkowski, dyrektor wykonawczy UN Global Compact Network Poland (agendy ONZ zmierzającej do przyjęcia przez światowy biznes rozwiązań zrównoważonych społecznie).
Także inni uczestnicy debaty o nowej energetyce zdawali się rozumieć nieuchronność dywersyfikacji i rozproszenia źródeł zasilania, a także potrzebę rozwoju OZE. Obecny podczas spotkania Adam Guibourgé-Czetwertyński, wiceminister klimatu i środowiska, przyznał, że miniony rok bardzo dużo zmienił w rządowym myśleniu  transformacji energetycznej. – Ostatnie miesiące pokazały, jak ważna jest dywersyfikacja źródeł dostaw. W efekcie ostatnich wydarzeń staramy się ograniczać rolę gazu w naszym procesie przejściowym. Wcześniej „Polityka energetyczna Polski 2040” zakładała roczne zużycie na poziomie 30 mld m sześc., teraz byłoby to 25–27 mld m sześc. Skompensujemy to szybszym wzrostem energetyki odnawialnej – zapowiadał Guibourgé-Czetwertyński zwracając przy tym uwagę, że rola ustawy wiatrakowej jest jednak dość ograniczona, jeśli chodzi o docelowy miks OZE w Polsce. Poważniejszą rolę odgrywa dziś bowiem fotowoltaika, zaś w przyszłości większe znaczenie miałyby mieć morskie farmy wiatrowe.

(Tekst ukazał się w 5. numerze „Wspólnoty”/Fot. Pixabay)

Zdjęcia

  • grafika_wiatraki_0_t1.jpg
  • grafika_wiatraki_t1.jpg

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?