'
Temat dniaNajwiększa impreza turystyczna w powiecie! Turystyka i RekreacjaDni Nowego Brzeska Bezpieczeństwo publiczneStarosta odwołał pogotowie przeciwpowodziowe
Bezpieczeństwo publicznePogotowie przeciwpowodziowe w powiecie bocheńskim

Karnawał, karnawał!Drukuj


Karnawał mamy, proszę państwa. Ktoś powie, że to żadna wiadomość – wszak ciągle mamy a to karnawał obietnic (ten trwa permanentnie ze szczególnym nasileniem w okresach przedwyborczych), a to strachów (doświadczamy ich ustawicznie i wciąż przybywają nowe), a to wreszcie nawał kar (co i raz kogoś demaskują, wsadzają, skazują).


Ja mam jednak na myśli karnawał w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Chodzi po prostu o kilka zimowych tygodni, kiedy ludziom „wszelkich stanów” od wieków wolno korzystać z doczesnych uciech w większym niż zwykle wymiarze. Wszyscy zainteresowani wiedzą, że zaczynają tenże karnawał Trzej Królowie, zaś kończy śledzikowy wtorek i nie inaczej jest w roku bieżącym. Koncerty kolęd stopniowo ustępują miejsca informacjom o, na przykład, inauguracji karnawału podhalańskiego, balu charytatywnym w miejscowości X, studniówce jakiegoś liceum lub po prostu ogólnie dostępnej zabawie tanecznej. Lada dzień w telewizji zobaczymy też zapewne migawki z brazylijskich szkół samby, przygotowujących ogniste tancerki do barwnego korowodu, jaki przejdzie ulicami Rio w ostatnie dni przed Popielcem. Żebyśmy zaś nie ulegli zbyt różowym nastrojom, usłyszymy niewątpliwie i o związanych z tym wszystkim zagrożeniach terrorystycznych tudzież o wysiłkach różnorakich służb, chcących te zagrożenia zminimalizować. Może to będzie, podobnie jak w roku ubiegłym, zakaz wejścia z zamaskowaną twarzą na plac św. Marka w Wenecji? W tej Wenecji, gdzie już kilkaset lat temu właśnie maski pozwalały anonimowo szaleć pospólstwu na równi z przedstawicielami wyższych sfer,objadać się, pić ponad miarę, swawolić bez hamulców. Bo, jak wspomniałam wcześniej, od dawna w oczekiwaniu na okres wielkiego postu, wymuszającego drastyczne ograniczenia w każdej prawie dziedzinie życia, kto mógł i jak mógł, z karnawału korzystał. Kontrast między tymi dwoma rzeczywistościami widzimy choćby na XVI-wiecznym obrazie P. Bruegla „Walka postu z karnawałem”.


Dzisiaj, kiedy zasady wstrzymywania się od określonych potraw są bardzo liberalne (o ile w ogóle przestrzegane), nie ma potrzeby jeść na zapas tym bardziej, że świat wymaga dbania o linię, zaś twierdzenie, że zanim tłusty schudnie, to chudy umrze, stało się zgoła fałszywe. Ale kto sobie w tłusty czwartek odmówi porcyjki chrupiących faworków czy kilku pączków pachnących różaną konfiturą? Tradycyjnie znajdą się pewnie i hazardziści, którzy wystartują w konkursie na zjedzenie jak największej ilości tych łakoci.


Z tańcami, zwłaszcza młodzież, też współcześnie nie ma problemu – przecież dyskoteki funkcjonują przez okrągły rok - jednak co bal, to bal, zwłaszcza dla pań. Ach, „te walczyki leciutkie jak świerszcze...”, te romantyczne tanga...No i okazja, żeby się pokazać w szałowej toalecie, błysnąć brokatem we włosach, zszokować rywalki niecodziennym makijażem. Może dlatego karnawał ciągle jeszcze ma rację bytu. Ciągle też są chętni zarówno do organizowania tanecznych imprez, jak i uczestniczenia w nich. Uczestnicy – wiadomo - chcą urozmaicić sobie życie, organizatorzy - też wiadomo - chcą zarobić. Jedni na jakiś szlachetny, społeczny cel, drudzy po prostu na własne potrzeby.


Trzeba przyznać, że i w dawnych czasach bale karnawałowe rzadko były bezinteresowne. Często miały sens, powiedziałabym, praktyczny. Dla rodziców córek na wydaniu stanowiły okazję do pokazania ich światu męskiemu, a w efekcie znalezienia stosownych zięciów. Panowie również mieli określony cel: znaleźć żonę w miarę możliwości i urodziwą, i posażną. Ale poza tym istniały oczywiście zabawy dla zabawy, maskarady salonowe, także uliczne, stanowiące tło o wiele barwniejszych wydarzeń: intryg, zakamuflowanych schadzek, zdrad małżeńskich, czasem nawet morderstw. Na potwierdzenie tego wystarczy zobaczyć choćby „Zemstę nietoperza” w Operze Krakowskiej, albo przeczytać „Annę Kareninę” czy „Hrabiego Monte Christo”. Z tej ostatniej powieści dowiemy się na przykład, że największą atrakcją karnawału w Rzymie były publiczne egzekucje skazanych wcześniej przestępców.

Wróćmy jednak na nasze swojskie podwórko. Karnawał na wsi kilkadziesiąt lat wstecz? Trzeba przyznać: tu zabawy, najczęściej prywatne ”potańcówki” przy amatorskim harmoniście, były mniej wyrafinowane. Ale jeżeli w grę wchodziła jakaś przyzwoita sala w domu ludowym, to organizator po uzyskaniu odpowiednich zezwoleń od władz powiatu mógł zamówić orkiestrę, zaopatrzyć bufet w alkohol i zakąski („bufet obficie zaopatrzony” to nieodzowna zachęta na odręcznie rysowanym afiszu), sprzedawać bilety wstępu i liczyć na pożądany dochód. Zdarzały się na takich wiejskich balach i kotyliony, i wybory królewskich par. Niestety, nie w naszej Grobli, gdzie oprócz nieogrzewanej remizy, nie było odpowiedniego pomieszczenia. Nie pamiętam z wczesnej młodości żadnych karnawałowych zabaw, najwyżej jakiś „hulany wypiórek” wyprawiany przez zamożniejszych gospodarzy na zakończenie darcia pierza. W ostatki gospodynie starały się bodaj chrustów czy pączków usmażyć i tłustszym obiadem nakarmić domowników przed głodnym Popielcem. Bardziej pamiętam duchową stronę karnawału: „trzy niedziele adoracyjne” w kościele, kiedy to niezmordowany ksiądz proboszcz Bukowiec przestrzegał - czasem bardzo gromkim głosem – swoje owieczki przed karą wieczną, czekającą tych, co łamią przykazania Boskie i kościelne, zwłaszcza w sferze obyczajowej. Czy pobożnym groblanom mogło się to zdarzać? Hm, zapytałabym raczej: czy mogło im się NIE zdarzać? Wszak byli i są po prostu ludźmi.


Darujmy sobie jednak, przynajmniej na razie, ciemniejsze strony człowieczej egzystencji. „Szalalala zabawa trwa!” Mamy karnawał, więc „Śmiejmy się! Kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie”. (To nie ja wymyśliłam, nie jestem aż taką katastrofistką, to Beaumarchais, XVIII-wieczny pisarz francuski). Na razie jednak „staruszek świat” ciągle trwa, więc szykujmy się do ostatkowych szaleństw, każdy na miarę swoich możliwości.

Wszystkiego wesołego i smacznego! Maria Teresa

(mat/_aria_teresa/foto_pixabay)

Komentarze

#1 | Em dnia 31 styczeń 2018 17:32
Włosi czas zimowych zabaw i balów określają jako carnevale. Myśmy ten termin zapożyczyli, aby okres od Trzech Króli do Popielca nazywać karnawałem, który wielowątkowo opisała nam P. Maria.
Rzeczywiście karnawał praktykowany przez wieki, ma swoją różnorodność zabaw i uciech praktykowanych na różne sposoby, w oczekiwaniu na nadchodzący Wielki Post. Wydaje się jednak, że dziś raczej karnawał sprowadza się do tak zwanych:"ostatków" albo inaczej "zapusty". A gdzie podziały się: bale maskowe i zabawy kotylionowe, na których tańczono walczyki i tanga. Znikły kuligi, a nawet zabawy "wypiórkowe", nie mówiąc o przebierańcach, kolędnikach itp.
Tempora mutandur et nos mutamur In illis.

Dodaj komentarz

Nick:




Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Reklama

Pogoda

pogoda

Ankieta

Ankieta testowa

Tak

Nie

Nie mam zdania