'
Temat dniaUmarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci Bezpieczeństwo publiczneAkcja krwiodawców i Festyn w Mikluszowicach SportZdzisław Kapka wręczył Puchar Polski dla GKS Drwinia
Powiat BocheńskiKsięgowi Przyszłości z Ekonomika

Siała baba makDrukuj


Uwaga, uwaga – nadchodzi! Zbliża się szybkimi krokami. Kogo/co mam na myśli? Oczywiście Gwiazdkę, kolędowy/choinkowy czas, Boże Narodzenie, Wigilię.

Wieczerza – staropolski wieczorny posiłek, dziś raczej kolacja. Wieczerza Wigilijna – magiczna godzina, która zakodowana w dzieciństwie pozostaje na całe życie niezbędnym elementem zimowego świętowania, nawet jeżeli w dużym stopniu zmieniliśmy szczegóły jej celebracji. Dwanaście potraw, których liczbę jedni uważają za symbol dwunastu apostołów, inni za odpowiednik dwunastu miesięcy. Co złoży się na te potrawy, zależy głównie od regionalnej, a często i rodzinnej tradycji. Ryby, grzyby, pierogi, zupy, na pewno też mak i bezwzględnie opłatek. Wszystko postne, wszystko przypominające o duchowej istocie Świąt, który to aspekt zostawiam do rozważań osobom bardziej kompetentnym. Sama, prozaicznie i przyziemnie, podywaguję trochę na temat rośliny znanej mi od dzieciństwa, niezmiennie też z Wigilią się kojarzącej.

Mak. Już przysłowiowi starożytni Grecy kilka tysięcy lat temu uznali go za przydatny w różnych okolicznościach życia. Nic zatem dziwnego, że z biegiem czasu stał się znany w całej Europie, nie wyłączając takich prowincjonalnych zakątków, jak bliskie nam rodzime podbocheńskie wsie. Co najmniej też od stu lat nasze prababki mniejszy lub większy woreczek jego drobniutkich nasionek w spiżarniach/komorach chomikowały. Miały te nasionka znaczenie i praktyczne (urozmaicały jadłospis, dawały się łatwo wyhodować i przechowywać), i symboliczne (kojarzyły się z obfitością), i wreszcie lekarskie/znachorskie (uspokajały, usypiały). Znalazły swoje miejsce nawet w różnych dziedzinach twórczości (pamiętamy bajkę o Kopciuszku?), głównie zaś w licznych porzekadłach. A skąd te nasionka nasi przodkowie brali? Przypomnę tym, którzy zapomnieli, a może nigdy nie wiedzieli.


„SIAŁA BABA MAK, NIE WIEDZIAŁA JAK, DZIADEK WIEDZIAŁ, NIE POWIEDZIAŁ, A TO BYŁO TAK”. Wbrew złośliwemu porzekadłu właśnie baby najlepiej wiedziały kiedy i jak tę czynność wykonać. Najczęściej jako wsiewkę w zagon buraków pastewnych, gdzie miał korzystne warunki wzrostu. Do dziś mam w oczach obraz nasłonecznionego pola, na którym wśród jasnozielonych, połyskliwych buraczanych liści wznoszą się sztywne łodygi, uwieńczone okazałymi, motylowatymi płatkami makowych kwiatów. Z płowych łanów zbóż kolorową enklawę dodatkowo wyodrębniają szeregi wysokich tyczek, oplecionych gęsto wąsami fasoli (dzisiaj „jaś”, wtedy „wieloch”). Wróćmy jednak do maku: bardzo nietrwałe były te jego różowo-liliowe, z ciemnymi wnętrzami, płatki. Wiatr szybko je strącał, odsłaniając kształtne główki-makówki, które przez kilka tygodni rosły „na zielono”, potem szarzały, twardniały, obsychały. Kiedy stawały się swoistymi grzechotkami, można je było ścinać (o ile wcześniej sikorki, czy inne „makolubne” ptaki nie urządziły sobie przy nich stołówki). Nieuszkodzone, powiązane w pęczki dosychały gdzieś pod dachem, czekając na jesienne szare dni, to znaczy porę kiszenia kapusty, łuskania fasoli, „kruszenia” maku. Kruszenia, czyli odcinania idealnych w kształcie makówkowych daszków i wysypywanie ich zawartości. Ostatni etap makowego żywota dokonywał się głównie w okolicach Bożego Narodzenia, a na czym polegał? Mówią o tym liczne przepisy kulinarne. W wigilijnym menu stanowił dodatek do klusek, zrobionych oczywiście w domu, zaś w świątecznych wypiekach – farsz do „śtrucli”, albo słodką warstwę na kruchym placku, posypaną jeszcze słodszą kruszonką.


Czyli prawie tak samo, jak dziś. Prawie. Bo kto dziś dysponuje makiem wyhodowanym na własnej grządce? No, może ktoś, kto jednak nie będzie go użytkował w celach kulinarnych. Ta roślina, niegdyś niewinna, znalazła się, skądinąd wiadomo dlaczego, na indeksie upraw. Obecnie, chcemy maku - idziemy do pierwszego lepszego sklepu spożywczego, nabywamy paczuszkę czyściutkich, suchutkich nasionek, albo po prostu puszkę gotowej masy, pęczniejącej od bakalii. Tylko otworzyć i jeść. Nie chcemy się babrać ciastem - kupimy suchy makaron, a w cukierni według upodobań ciasto zawijane, przekładane, torcik, babkę – wszystko z makiem. Wygodnie, ale czy tak samo pachnie i smakuje? – FIGA Z MAKIEM! – Czy to odpowiedź, niezbyt grzeczna?
Chyba nie – wszak zapanowała CISZA, JAK MAKIEM SIAŁ. Tylko skąd ten nagły krzyk: „ HEJ, GERWAZY, DAJ GWINTÓWKĘ, NIECHAJ STRĄCĘ TĘ MAKÓWKĘ!”? Zagrywka do większej awantury?

Spokojnie, to tylko ten komediant Fredro, już prawie dwa wieki temu kpiący z wad swoich rodaków. Ale dziś przecież jesteśmy narodem pełnym miłości bliźniego, tolerancyjnym i przyjaźnie nastawionym do świata. W dodatku stoimy u progu Dni, wyzwalających pokłady dobra, nawet te najgłębiej w człowieku ukryte. Wcześniej niewątpliwie wspomogliśmy wszystkich kwestujących spotkanych na codziennie przedeptywanych ścieżkach, może nawet dołożyliśmy się do jakiejś Szlachetnej Paczki? Na wigilijnym stole, wśród półmisków, postawimy świece z symbolem CARITAS, no i pozostawimy miejsce dla zbłąkanego wędrowca. A łamiąc się opłatkiem westchniemy w intencji nie tylko osób nam najbliższych, ale też całej naszej, rozedrganej od niepokojów, planety.

CHWAŁA NA WYSOKOŚCI, A POKÓJ NA ZIEMI!

Wszystkim zaglądającym na te łamy życzę dobrze i pięknie przeżytych świąt Bożego Narodzenia, a w nadchodzącym Nowym Roku jak najmniej niepowodzeń, jak najwięcej sukcesów
Maria Teresa

Zdjęcia

  • mak_1_t1.jpg
  • mak_2__t1.jpg
  • mak_3_t1.jpg

Komentarze

#1 | Em dnia 22 grudzień 2017 12:49
Dok7
Jeden z najładniejszych, wyróżniających się kwiatów polnych, szczególnie swoją barwnością. Mak polny, a także ogrodowy. Spotykany nawet na gruzowisku, niekiedy traktowany jak chwast.
A przecież wśród czerwonych maków na Monte Casino, walczył Polak i często ginął.
Z owoców tego pięknego kwiatu korzystają nie tylko gospodynie: wypieki z makiem, kutia, kluski z makiem etc. A więc skoro „baba siała mak, to wiedziała po co…”

Dodaj komentarz

Nick:




Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?