'
Temat dniaWeekend z zabytkami powiatu - PROGRAM Gmina DrwiniaNARODOWE CZYTANIE - 2019 Gmina DrwiniaOBCHODY 80. ROCZNICY WYBUCHU II WOJNY ŚWIATOWEJ W GROBLI
Bezpieczeństwo publiczneZaproszenie krwiodawców do udziału w szlachetnej akcji

Był(a) sobie raz (4).Drukuj



Franciszek urodził się w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku i, aczkolwiek brzmi to trochę groteskowo, można powiedzieć, że w środowisku artystycznym. Jego ojciec i stryj byli bowiem muzykami, przepraszam, zaledwie muzykantami kształconymi chyba tylko przez naturę i wrodzone zdolności. Przybyli gdzieś „zza Wisły”, tzn. z jej lewobrzeża, pożenili się i osiedli jeden w Bochni, drugi w Grobli.

Franciszek był synem tego drugiego. Wychowywał się w skrajnej biedzie. Ojciec, który mógł zapewnić rodzinie byt właśnie dzięki muzykowaniu, zmarł wcześnie. Została matka z niewykończonym domem, kawałkiem piaszczystego pola i piątką nieletnich synów. W takiej sytuacji głównym źródłem utrzymania stała się praca wyrobnicza u bogatszych gospodarzy, konkretnie Wydrów i Pichorów ze Skały. Co do wspomnianych synów to Marcin zmarł w dziecięctwie, młodziutki Jan zginął na wojnie w 1920 roku, Wojciech i Paweł szybko wyruszyli w świat za chlebem. Przy matce został tylko najmłodszy Franuś. Zdolny był wszechstronnie, ale edukację szkolną musiał skończyć na poziomie dostępnym w Grobli, zaś aspiracje artystyczne zaspokajać we własnym zakresie. Grał ze słuchu na skrzypcach i harmonii, co na szczęście nie skończyło się równie tragicznie, jak z Sienkiewiczowskim Jankiem Muzykantem. Niewielką harmonijkę „guzikówkę” kupił za pierwsze zarobione pieniądze. A na czym zarobił?. Otóż (znowu na szczęście), dla rozwinięcia swoich zdolności manualnych nie musiał wzorem Prusowego Antka wędrować w świat. Tajniki obróbki drewna szybko zgłębił u miejscowego stolarza Biela i zaczął pracować na własny rachunek.

Potrafił zrobić zarówno wóz na kołach okutych żelazną rafą jak i politurowaną sypialnię, misternie rzeźbione ramy obrazu, kołowrotek do przędzenia wełny, a dzieciom „na Mikołaja” komplet kostek domina. Niestety, warunki życiowe nie sprzyjały wykonywaniu pracochłonnych artystycznych cacek, bardziej popłatna okazywała się stolarka budowlana i wyrób przedmiotów codziennego użytku. Jednak w perspektywie czasu to właśnie te „cacka” okazały się trwalsze. Nie istnieje już chyba żaden dom, w którym okna, drzwi, podłogi wprawiał Franciszek. Wozy na drewnianych kołach przetrwały pewnie tylko w skansenach, ale kilka snycerskich pamiątek ciągle jeszcze można w naszej wsi zobaczyć.
Jest wśród nich przede wszystkim bogata, dostosowana do całego ołtarza oprawa wizerunku św. Franciszka w kościele parafialnym, wykonana na zlecenie pobożnej i zamożnej parafianki ze Świniar.



Jest także, nie wiem kiedy i przez kogo zamówiona, mała, „szafkowa” kapliczka, zawieszona na starym dębie koło gajówki pod lasem. Dąb nie przetrwał, ale odnowioną (też nie wiem przez kogo) szafkę ze świętym obrazem widzę nadal, już na młodym drzewie.



Kołowrotek, po grobelsku: „wózek”, jest w moim posiadaniu, a w zakamarkach budynków gospodarskich – spuściźnie po Franciszku - odpoczywają jeszcze ozdobne drzwi wejściowe do nieistniejącego już domu, podobnie jak dawno nieużywana „maśnicka” na korbkę, rewelacja w czasach, kiedy opłacało się hodować krowy i wyrabiać nabiał we własnym zakresie.




A sam Franciszek – ich twórca? No cóż, także dawno odpoczywa snem wiecznym na miejscowym cmentarzu. I chyba coś znaczył dla rodzimej społeczności, bo, kiedy zmarł, śp. ksiądz Buczek odprawił specjalną mszę w jego intencji, a orkiestra straży pożarnej z własnej inicjatywy uświetniła pogrzeb żałobnymi marszami. Requiem aeternam…
Z kolejną porcją melancholii – Maria Teresa

PS. Piszę o tej postaci z niejaką tremą, starając się o maksymalny obiektywizm. Jest to dla mnie o tyle trudne, że Franciszek był moim Ojcem. I naprawdę był Ojcem przez wielkie „O”, ale to już zupełnie inny temat.

Komentarze

#1 | Dzidek dnia 11 grudzień 2014 21:21
A to ci historia-pierwszy raz to slysze-
Gratuluje-szukajmy nastepnych bohaterow-sa wsrod nas.
#2 | emo dnia 12 grudzień 2014 18:13
Każdy genetycznie otrzymuje od swoich rodzicieli określone talenty, które w zależności od okoliczności może spożytkować, lub wzbogacone przekazać następnemu pokoleniu. Dlatego powtarzamy, że; "Potest ex casa, vir magnus exire..." - i z małej chatki mąż wielki wyjść może.

Dodaj komentarz

Nick:




Reklama

Pogoda

pogoda

Ankieta

Brak przeprowadzanych ankiet.